Wystawa malarstwa Edwarda Woźnego - 12 września - 6 października 2018 r. - Salonik Artystyczny KBP /ul. Wojska Polskiego 41/


Edward Woźny ma 74 lata i mieszka w Sanoku. Po maturze, trzydzieści lat poświęcił zawodowej służbie wojskowej. Początkowo zajmował się opracowywaniem map topograficznych, a później geodezją satelitarną. Malarstwem zajął się po przejściu na emeryturę, chociaż jego zainteresowania tą dziedziną sztuki sięgają lat młodzieńczych. Zaczął malować trzynaście lat temu w pracowni Zdzisława Twardowskiego, znanego sanockiego artysty. Jak sam mówi, technika i paleta barw Z. Twardowskiego wywarły na nim pozytywne wrażenie. To on - Z. Twardowski - właściwie zdyscyplinował jego początkową nieporadność, a malowanie pod jego okiem nadało określony kierunek tematyczny i kolorystyczny obrazom.

Edwarda Woźnego pasjonują: przyroda ożywiona i mała architektura sakralna - kapliczki przydrożne i drewniane cerkiewki Podkarpacia, będące świadectwem mistrzostwa ich twórców i wywołujące stan zadumy nad mijającym czasem.

 

Na łów, na łów… z paletą i pędzlem
Wystawa malarstwa Edwarda Woźnego

Malarstwo Edwarda Woźnego, prezentowane na obecnej wystawie w Saloniku Artystycznym Krośnieńskiej Biblioteki Publicznej, jest dosadnym dowodem, jak bardzo mylące bywają tak zwane „pierwsze wrażenia”. Pobieżny ogląd obrazów może prowadzić do łatwego wniosku, że wystawa jest kolejną ekspozycją malarstwa krajobrazowego. Nic bardziej mylnego. Nawet określenie „krajobraz z …” jest nieadekwatne, bo tym razem łąki, moczary, leśne polany i przesieki są istotne jedynie jako otoczenie i tło dla kościółków, cerkiewek, kapliczek i zwierząt. To im artysta poświęca najwięcej uwagi, dbałości o szczegóły i malarskie wykończenie.

Mogłoby się wydawać, że wynalezienie fotografii uwolniło malarstwo od obowiązku obiektywnego przedstawiania perspektywy budynków, a jednak nie zniknęły one z płócien. Malarstwo porzuciło jedynie funkcję dokumentowania rzeczywistości zamieniając ją na subiektywną percepcję.

Przedstawienia obiektów architektury sakralnej w obrazach Edwarda Woźnego ukazują, w jaki sposób stają się one – poza oczywistą funkcją użytkową – inspiracją dla artysty i z trójwymiarowej obecności przenikają do sztuki dwuwymiarowej bez śladu powierzchownego traktowania, z zagłębianiem się w strukturę, symbolikę i wpływ na otoczenie. Świątynie i kapliczki, ciche i opuszczone, stają się tutaj punktem wyjścia do kreowania rzeczywistości mentalnej i symbolem trwania wbrew niszczącemu wpływowi czasu. Wzniesione przez często anonimowych budowniczych, bardziej na fundamencie tradycji, doświadczenia i umiejętności niż wiedzy, ukazują swoje drugie – sentymentalne oblicze.

O ile architektura, także w tytule wystawy, została z natury „wydzielona” – wszak bez stawiania jej wobec natury w kontrze – o tyle „portrety” zwierząt ewidentnie do natury przynależą i pozostają poza obszarem naszego antropomorficznego świata. Na marginesie, ich obecność skłania do zastanowienia się, skąd w sztuce współczesnej renesans tematów animalistycznych. W przypadku twórczości Edwarda Woźnego odpowiedź wydaje się prosta – artysta jest myśliwym. Rzeczywistość zwierząt, funkcjonujących na obrzeżach naszej przestrzeni, jest więc dla niego bardziej zrozumiała.

W literaturze zwierzęta reprezentują ludzkie postawy, przekonania i prawdy; sportretowane w eksponowanych obrazach, balansujących na estetycznej krawędzi (jeleń na rykowisku!) stają się obiektem do podziwiania i rodzajem hołdu, składanego „innemu”.

Malarstwo, jedno z wielu zainteresowań Edwarda Woźnego, to dojrzała forma wypowiedzi artystycznej. Obrazy, spójne tematycznie, łączy technika akrylowa z elementami malarstwa olejnego i klasyczny warsztat oraz liczne nawiązania do polskiego malarstwa animalistycznego z przełomu XIX i XX wieku. Animalizm w prezentowanej twórczości, choć wolny od podtekstów filozoficznych, przypomina o sile natury i skłania do refleksji nad porządkiem współczesnego świata. To tylko jeden z powodów, by zatrzymać uwagę na malarstwie Edwarda Woźnego.

Stanisław Wójtowicz